Max Factor Excess Volume Extreme Impact

Maskary Max Factora znam już od dawna, do ulubionych zaliczam 2000 Calorie i False Lash Effect. Z wielką chęcią i ciekawością przetestowałam więc ostatnio nową maskarę Excess Volume i dwa linery Excess Intesity. Głównym zadaniem wspomnianej wcześniej maskary jest zwiększenie objętości rzęs oraz głęboka i intensywna czerń.  








Produkt jest na tyle ciekawy, że stanowi połączenie bazy nadającej rzęsom objętość z intensywnie czarnym lakierem, który ma zapewnić głębię koloru.  Tak jak widzicie poniżej, maskara składa się z dwóch końcówek, a każda z nich zakończona jest inną szczoteczką. Krok pierwszy - objętość - posiada szczoteczkę silikonową, dosyć dużą, z gęstym pasmem krótkich wypustek. Formuła ta zawiera woski, ciemne pigmenty i sferyczne cząsteczki, które mają nadać rzęsom objętość. Końcówka numer dwa - intensywny kolor- to standardowa szczoteczka, której głównym zadaniem jest nałożenie ciemnego lakieru pogłębiającego czerń naszych rzęs. 





Produkt jest rzeczywiście bardzo innowacyjny i daje wiele możliwości przy tworzeniu makijażu. Przy nakładaniu warstwowym trzeba jednak uważać, żeby nie skończyć z efektem pajęczych nóg na rzęsach. Masakrę trzeba nakładać w tym przypadku stopniowo i oszczędnie. Po aplikacji bazy warto odczekać kilka chwil i dopiero później przejść do lakieru pogłębiającego kolor. Według mnie lakier ten działa jak swoisty top coat, jest lżejszy niż baza, nie usuwa ani nie rujnuje zbudowanej na samym początku bazy, pogłębia za to kolor i utrwala efekt końcowy. Dobrym rozwiązaniem jest również zamknięcie tych dwóch formuł w oddzielnych opakowaniach, zawsze możemy pominąć jeden z kroków, do makijażu dziennego na przykład stosować tylko bazę lub tylko lakier pogłębiający kolor, mamy w tej kwestii totalną swobodę wyboru.


Minusem jaki zauważyłam podczas stosowania tuszu Excess Volume to dosyć grube opakowanie i niewygodna aplikacja. Trzeba się przyzwyczaić do formatu i rozmiaru całej maskary (jak widzicie na zdjęciach szczoteczki osadzone są na krótkich trzonkach).Trzeba także uważać na to żeby z warstwami nie przesadzić, w takich sytuacjach z pomocą może przyjść szczoteczka do rozczesywania rzęs. Sam tusz jest bardzo trwały, nie osypuje się, bardzo dobrze trzyma kształt rzęs oraz ich podkręcenie. Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia przed i po użyciu maskary Excess Volume. 
Dwa linery, które również testowałam pochodzą z serii Excess Intensity. Główna obietnica w przypadku tych kredek to trwałość i wodoodporność. Muszę przyznać, że z dwóch kolorów jakie testowałam (01 i 02) najbardziej zaprzyjaźniłam się z linerem niebieskim. Ma świetny i bardzo intensywny kolor, nie rozmazuje się, nie znika z powieki szybko, a utrwalony cieniem sypkim zostanie z nami na długo. Połyskliwy, złoty odcień stosowałam za to najczęściej jako baza pod cienie na całą powiekę, szczególnie do wieczorowego smoky eyes. Kredki są automatyczne i nie trzeba ich temperować. 



Dajcie znać w komentarzach czy używałyście już nowości od Max Factora i jak spisują się u Was;) Pozdrowienia!



19 komentarzy:

  1. Miałam tę maskarę i bardzo mnie rozczarowała, strasznie odbijała mi sie na powiece,a potem tego już nie mogłam zetrzeć:(

    OdpowiedzUsuń
  2. 2000 calori to jedna z moich ulubionych, ta marka ma jeszcze fajne podkreślające naturalny kolor tęczówki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam tuszu z MaxFactor ale bardzo lubię połączenie Punp Up z The Rocket ;) Byłyście może w Felicity? Jak Wam się podoba?;)

    OdpowiedzUsuń
  4. swietny post :) wlasnie szukam nowego tuszu to moze skusze sie na ten :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Całkiem fajny efekt, ale czytałam wiele negatywnych opinii na temat tej maskary.

    OdpowiedzUsuń
  6. Napiszę całkiem nie na temat,ale fajnie byłoby zobaczyć wasze ubrania w Pokaż nam swoją szafę,macie świetne ciuchy i super byłoby zobaczyć je nie tylko na blogu i w filmikach:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Woow fajny efekt ! :)
    ten niebieski liner też ładny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie stosowałam, ale na ten liner niebieski się skuszę, wygląda świetnie!
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne kolory tych linerów :)
    Moim faworytem z Max Factor jest maskara 2000 calorie <3.

    OdpowiedzUsuń
  10. Cale zycie uzywalam 2000calorie az odkrylam jej tanszy odpowiednik.... z Essence I♡Extreme w czarnym opakowaniu...polecam!!! Kreska blekitna piekna😊👌👍

    OdpowiedzUsuń
  11. "Masakrę trzeba nakładać..." oj Justyna, Justyna ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Niebieska kreska mnie najbardziej urzekła :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Maja Gruszczynska23 marca 2014 15:01

    Mascara super! mam ją. Na zdjęciach wyglądasz jakbyś miała uszy jak elf :D
    Pozdrowienia dziewczynki!

    OdpowiedzUsuń
  14. Niebieska kreska jest przepiękna, a co do tuszu: całe szczęście, że mam na tyle grube, gęste i baardzo długie rzęsy, że nie muszę go używać. Znowu jak już go użyję to czuję jakby moje rzęsy mało co nie chciały wypaść, są takie okropnie ciężkie, delikatne.

    OdpowiedzUsuń
  15. Co to za lakier na Twoich paznokciach? Jeśli chodzi o tusze, to tylko max factor false lash effect i 2000 calories. Inne osypują się, odbijają na powiekach (mam dość głęboko osadzone oczy) i po kilku godzinach wyglądają nieestetycznie. Na tych dwóch nigdy się nie zawiodłam. P.S. Jesteś śliczna:-) . Bez podtekstów;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. a mnie zawiodł ten produkt,niestety "świeży" tusz ma tendencje to przepotwornego zlepiania rzęs, po 2 tygodniach stosowania nieco podsechł byłam całkiem zadowolona z efektu, pajęcze nóżki nie powstawały jesli umiejetnie nakładało się go na rzęsy, niestety po 3 tygodniach zaczął się kruszyć, nie wytrzymywał na rzęsach dłużej niż 6 godzin co mnie totalnie rozczarowało bo z marką przyjaźniłam się od kilku lat, a ich tusze używałam od kiedy sięgam pamięcią...

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy gorąco wszystkim i każdemu z osobna za komentarze! :)